POLSKI  ENGLISH

BIOETYKA / ETYKA MEDYCZNA - Kazusy
Dwaj pacjenci z wysiękowym zwyrodnieniem plamki żółtej - komentarz

Podstawą kwalifikacji pacjentów do kontynuacji leczenia jest poprawa widzenia oraz ustabilizowanie ostrości wzroku na dotychczasowym poziomie (brak pogorszenia wzroku). W konsekwencji pod opieką klinik okulistycznych znajduje się liczna grupa pacjentów, którym nie można odmówić kontynuacji leczenia. Ich terapia w sytuacji ograniczonych środków finansowych wyklucza leczenie nowych pacjentów, którym trzeba odmówić natychmiastowej pomocy. Skazywani są więc na wielomiesięczne oczekiwanie na leczenie. Zmniejsza to znacznie szanse na skuteczne leczenie. W tej sytuacji lekarz staje przed dylematem: któremu pacjentowi pomóc w pierwszej kolejności. Panu Karolowi – 75 letniemu emerytowi z dużym ubytkiem wzroku, u którego szanse na skuteczną terapię są niewielkie? Czy też Panu Mateuszowi, który może spodziewać się poprawy widzenia po zastosowaniu leków? Jednocześnie trzeba pamiętać, że w przypadku Pana Karola nawet minimalne pogorszenie widzenia oznacza utratę samodzielności. Z kolei w przypadku Pana Mateusza, jego prawdopodobnie wielomiesięczne oczekiwanie na pomoc, może przekreślić szanse na efektywne leczenie.

Jak zatem rozstrzygnąć ten problem? Można przyjąć, że w pierwszej kolejności należałoby pomóc Panu Mateuszowi. Po pierwsze w jego przypadku oczekiwanie na terapię zmniejsza szanse na jej dobre rezultaty. Zwłoka zwiększa też ryzyko, że pacjent taki jak pan Mateusz trafi do grupy chorych, u których nie ma już szans na poprawę widzenia a jedynie na podtrzymywanie ostrości wzroku na niskim poziomie. Co więcej, tak jak w opisanym przypadku pan Mateusz jest osobą czynną zawodowo. Utrata wzroku oznacza dla niego utratę pracy. Z drugiej strony pod uwagę trzeba wziąć racje przemawiające za wdrożeniem leczenia pana Karola. Co prawda w jego przypadku nie ma realnych szans na poprawę widzenia, ale całkowita utrata wzroku oznacza utratę samodzielności przez samotną starszą osobę. W jego przypadku konieczne jest ciągłe powtarzanie leczenia. Natomiast u pana Mateusza z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że pierwsze trzy zastrzyki przyniosą skutki i w przyszłości nie będzie trzeba ich powtarzać.

Najprostszym rozwiązaniem byłoby zwiększenie nakładów finansowych na procedury leczenia AMD. Umożliwiłoby to pomoc obu grupom chorych – tym, u których jest realna szansa na poprawę wzroku, oraz u tych pacjentów, u których można jedynie podtrzymywać obecny stan widzenia. Jest to jednak związane z alokacją środków finansowych pomiędzy poszczególnymi specjalizacjami lekarskimi i ograniczeniem świadczeń dla innych grup ciężko chorych pacjentów. Przyjmijmy więc, że decyzję należy podjąć w warunkach ograniczenia ekonomicznego. W tej sytuacji kwalifikację do leczenia należy rozpocząć od szczerej rozmowy z pacjentem o zaawansowaniu jego choroby oraz szansach na wyleczenie. Zakładamy scenariusz najbardziej prawdopodobny: obaj pacjenci decydują się na podjęcie terapii. Wydaje się, że w tej niezwykle trudnej sytuacji w pierwszej kolejności należy pomóc Panu Karolowi. Kwalifikuje się on do leczenia, które daje mu szanse na powstrzymanie utraty wzroku tj. na zachowanie życiowej samodzielności. „Uprzywilejowanie” Pana Karola i ewentualny krótszy czas oczekiwania na terapię wynika z jego wieku oraz ciężkiego stanu zdrowia. Osoby starsze, podobnie jak dzieci i kobiety w ciąży są szczególnie podatne na „zranienie” (vulnerability) dlatego też należy im się szczególna troska. Stan zdrowia Pana Karola jest też poważniejszy niż Pana Mateusza – jemu grozi bowiem całkowita utrata wzroku. Dlatego, jak sądzę, przy ocenie wyżej opisanego przypadku powinniśmy uwzględnić wymienione kryteria. Błędem byłoby porównywanie społecznej i zawodowej przydatności obu pacjentów (w takim ujęciu pomoc w pierwszej kolejności należy się panu Mateuszowi). Byłby to bowiem przejaw dyskryminacji ze względu na wiek. Miarą rozwoju cywilizacyjnego społeczeństwa jest jego podejście do osób słabych.

Komentarz Magdalena Kucharczyk